Lęki, myśli, wątpliwości…

Notorycznie brak mi snu, a teraz dodatkowo miast spać bloguję. Bo blogowanie uzależniające jest, a ja bloga swojego lubię.

Brak mi snu z tej przyczyny, że dziecko moje które, za dni dosłownie parę skończy rok, wyząbkowuje swoją drugą czwóreczkę. Budzi się w nocy i płacze. Ja funkcjonuję na kawie i autobusach. Siły mi po prostu brak by pomaszerować te pół godzinki do pracy. Zwłaszcza, że zimno. Siły mi też brak by przygotować sobie sensowne jedzenie w domu i kończy się tak, że kupuję jakieś buły w budzie przed budynkiem gdzie znajdują się biura mojej firmy, a potem poprawiam Snickersem albo innym syfem. I tak już kilka tygodni. Obiecuję sobie z tym skończyć i ostatnio było trochę lepiej, ale ciągle nie jest dobrze. No ale teraz przede mną dwa dni urlopu, z okazji urodzin mojego dziecka, więc może troszkę odrobię.

Moja kochana córeczka, która zaczęła zwracać się już do mnie mama, pojedzie w niedzielę pociągiem. Po raz pierwszy będziemy podróżować w ten sposób. Plan jest taki: minimalna ilość rzeczy (babcia zabrała dzisiaj wszystko co potrzebne samochodem), super lekki i super mocno składany wózek w jednej ręce, dziecko w drugiej ręce i do tego przekładana przez ramie torba. Wózek położę na podłodze pociągu a sama, trzymając dziecko po jednej stronie, a trzymając się poręczy drugą ręką wdrapię się do pociągu – to jest opcja zakładająca pustki na peronie i brak pomocy z wózkiem. Jeśli znajdzie się jakaś pomocna dusza (najlepiej wolna, płci męskiej i jakaś taka fajna życiowo), to poproszę o wtransportowanie wózka do pociągu.

A co do zwracania się do mnie mama – to chodzi konkretnie właśnie o to, że gdy je i chce mnie nakarmić to mówi mama i wyciąga łyżeczkę, gdy dzisiaj w nocy przebudziła się na chwile zawołała właśnie mama. (Brzmi to trochę jak mamma). Rzecz nie tylko w samym mówieniu mama, bo to robi od dawna, ale używaniu tego słowa w komunikacji ze mną, a do tego używaniu go prawidłowo.

A mnie naszły wątpliwości i obudziły się moje lęki. Lęki że będę sama, a do tego samotna. Smutno mi  bo moje dziecko ma  utrudniony start życiowy (bo bez opieki codziennej i częstej swojego taty), a tak chciałam zapewnić jej wszystko co najlepsze. Ciągle daje jej wszystko czego według mnie potrzebuje. Kombinuję jak mogę w pracy by dać jej swój czas, pracuje wieczorami i w nocy, by wyjść z pracy na czas (co nie zawsze jest niestety możliwe), rezygnuję z wyjść przed godziną 20, bo jednak mała jest jeszcze bardzo mała i potrzebuje przede wszystkim obecności mamy. Wzięłam pracę jakiegoś tam leadera, bo tak trzeba było, by utrzymać pracę, by zarobić więcej, by zapewnić sobie zatrudnialność na przyszłe być może cięższe czasy. Z drugiej strony nie chcę stać się matką kwoką, która całe swoje życie skumulowała w dziecku, a potem gdy to dziecko ma to trochę gdzieś i po prostu chce beztrosko korzystać z życia, ta matka ma do niego pretensje, świadome lub nie, wyrażone lub nie.

I tak myślę, jak ja kogoś poznam skoro 100% czasu zajmuje mi praca i dziecko. Z czegoś bym musiała zrezygnować, ale nie mam z czego. Może za pare lat, moje dziecko będzie bardziej samodzielne i mniej mojego czasu będzie potrzebowało, ale czy ja chcę czekać kilka lat i pozostawać do tego momentu sama.

A może to są wszystko wymówki, bo zraziłam się, bo brak mi wiary, że potrafię z kimś być, że ktoś będzie chciał ze mną być, że spełni moje oczekiwania.

Za dużo myśli, jak na jedną, przeciętnych rozmiarów, głowę.

Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

Komentarze

  • Anonim  On 23 Styczeń 2012 at 17:39

    Za dużo myślisz, za dużo… wszystko się ułoży zobaczysz.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.