Moje biedne dziecko wyząbkowało dziewiątego ząbka – wielką czwórkę. Jest już na wierzchu i to dość sporo. A biedne dlatego, że okupiło to trzema nocami płaczu. Dostawała przeciwbólowe czopki, ale te niestety działają krótko, a bałam się przesadzić z dawką. Była też niewielka gorączka, wymiotowanie z płaczu i nieudane próby podania Nurofenu w syropku, połknęła na siłę, ale razem z powietrzem przez co nie mogła oddychać i musiałam sprowokować wymioty, by wypompować biedny brzuszek. Nie jadła prawie nic.
Z drugiej strony gotuje się druga czwórka, myślę że jej wyjście już tuż tuż, byle nie było tak spektakularne.
Ja trzy dni chodziłam o kawie, bo o ile młoda odespała troszkę w ciągu dnia, ja miałam trzy noce z może dwiema – trzema przespanymi godzinami. Wczoraj bałam się już, że ze zmęczenia ją przyleżę, więc dałam na noc do łóżeczka. Przed snem dostała butlę mleka modyfikowanego, tak by nie budziła się na cycanie, gdy w środku nocy zaczęła przez sen marudzić, uprzedziłam sytuację i “na spaniu” dostała kolejną dawkę paracetamolu. Potem rano koło 5 wzięłam już ją do łóżka i tak leżąc i cycając dospała do prawie 8 rano (normalnie budzi się dwie godziny wcześniej).
Wczoraj i dziś w ciągu dnia już nie podałam jej paracetamolu i było w miarę okej, tylko dalej je mikroskopijne ilości i to tylko rozpuszczalnego w buzi jedzenia (jak na przykład chrupki kukurydziane), no i w ciągu dnia spała tylko godzinkę. Padła za to przed siódmą wieczór.
To wszystko zbiegło się niestety z ciężkim okresem w pracy. Zamiast mnie moim cierpiącym dzieckiem, zajmowała się moja mama. Musiałam iść na kolację z klientem i kilka razy pracować dłużej ze względu na jakieś spotkania. PANIE TOTKU, WEŹ NO POMÓŻ, POZWÓL PRZEJŚĆ NA PÓŁ LUB CHOĆ ĆWIERĆ ETATU!!!!
Swoją drogą w pracy też zawirowania, niekorzystne niestety. W ogóle coś mi świta w głowie, że idą zmiany…
A z dobrych spraw – myślę, że dzisiejszy dzień można uznać za ten w którym moje dziecko zaczęło chodzić, tzn chodziło już samodzielnie od jakiegoś tygodnia,ale po kilka kroczków, a dzisiaj przeszła z małego pokoju do dużego, wzięła z podłogi zabawkę i wróciła do małego. Wprawdzie cały czas szłam za nią i ze trzy razy przytrzymałam gdy straciła równowagę, ale zdecydowanie CHODZI. Bardzo mnie to cieszy. BARDZO! Wszyscy mówią, że jeszcze zatęsknię za czasami gdy nie chodziła i łatwiej ja było mieć na oku, ale ja się tam bardzo cieszę. Będę mogła wyjść na spacerek, pokazać śnieg (który tak na marginesie dzisiaj spadł w dość dużej ilości) bez noszenia na rękach. Wiadomo wózek musi być, ale myślę, że jednak takie chodzące dziecko to już nowy etap życia:)
Wyniki badań mamy, anemii nie ma (więc może te cienie pod oczami to tylko taka jej uroda), nieznacznie podwyższone eonzofile sugerują alergię (voila) albo pasożyty…
A pobieranie krwi miało być bezbolesne i w sumie chyba takie było, choć moje dziecko i tak się przestraszyło i popłakało. Nakłucie wykonane było taką malutką igłą jak do sprawdzania poziomu cukru we krwi, a potem do małej rureczki wyciśnięto małej krew. Jak sobie pomyślę o pobieraniu krwi z żyły u młodej, to mi włosy dęba stają.
I ciągłe zapominam napisać – moje dziecko to reklamoholik. Może w koło oglądać reklamy serce i rozum. Potrafi spędzić 15 minut na ich oglądaniu, gdy puszczę jej playliste. To jak na niespełna roczne dziecko trochę wiele. Martwi mnie to trochę, ale i cieszy, bo mogę czasem spakojnie wyskoczyć do toalety:)