Przeczytałam właśnie “Pod mocnym aniołem” Jerzego Pilcha. Ja nie piszę recenzji, ja prosto przedstawiam jak książkę odebrałam, więc bez wielkich słów.
Pierwsze pół po prostu połknęłam naraz i nie mogłam się doczekać co dalej. A dalej już było tylko nudno, opisy przegadane, ciężko utrzymać na wątku, czy choćby tych opisach uwagę. Kończy się nijak i niewiarygodnie. (Moja siostra twierdzi, że ta nuda w drugiej części jest potrzebna, by pokazać jak się nałóg rozwija…czy jakoś tak:)) Ale w końcu to jest książka o życiu, w życiu nie ma wielkich zmian i deklaracje są tak jak koniec tej książki niewiarygodne. Jednak dobrze, że po nią (za rekomendacją siostry) sięgnęłam. Bo zrozumiałam trochę więcej. Nie ma co w alkoholiku doszukiwać się motywów i przyczyn. Alkoholik pije i to jest fakt, jest najmocniej związany ze sobą i z butelką i to jest drugi fakt. Jest, mimo długawych opisów przemyśleń Pilcha, takie mam właśnie wrażenie, nierefleksyjny, nieskory do zmiany i mało go obchodzą ludzie wkoło. Przychodzą i odchodzą – marionetki, butelka zostaje.
Nie ma co się łudzić, trzeba to przyjąć do wiadomości i zgodnie z tą wiedzą postępować.